aktualnosci › Bez kategorii › O odpowiedzialnej i rzetelnej edukacji zdrowotnej w szkołach – wywiad z konsultantką krajową prof. dr hab. n. med. Ewą Wender-Ożegowską

Od 1 września 2026 r. edukacja zdrowotna jest w szkołach przedmiotem obowiązkowym, jednak treści dotyczące zdrowia seksualnego pozostaną nieobowiązkowe. Czy to dobre rozwiązanie z punktu widzenia zdrowia młodych ludzi? O edukacji seksualnej, antykoncepcji, odpowiedzialności i o tym, dlaczego wiedza o antykoncepcji awaryjnej również powinna być elementem rzetelnej edukacji, rozmawiamy z prof. dr hab. Ewą Wender-Ożegowską, konsultantką krajową w dziedzinie położnictwa i ginekologii.
1. W tym roku szkolnym edukacja zdrowotna jest obowiązkowa, ale zajęcia dotyczące zdrowia seksualnego pozostają nieobowiązkowe. Jak pani, jako specjalistka w dziedzinie położnictwa i ginekologii, ocenia ten podział z perspektywy zdrowia młodych ludzi?
Moim zdaniem jest to podział trudny do obrony z punktu widzenia zdrowia publicznego. Jeżeli uznajemy, że edukacja zdrowotna jest potrzebna, to zdrowie seksualne jest jej integralną częścią. Nie rozumiem, dlaczego wiedza o odżywianiu, aktywności fizycznej, zdrowiu psychicznym czy pierwszej pomocy ma być wiedzą podstawową, natomiast wiedza o dojrzewaniu, płodności, antykoncepcji, zakażeniach przenoszonych drogą płciową czy przemocy seksualnej – fakultatywną.
Z perspektywy lekarza jest to problem, ponieważ organizm nie zna podziałów administracyjnych. Zdrowie psychiczne, relacje, dojrzewanie, seksualność, przemoc, ryzyko ciąży czy zakażenia HPV są ze sobą ściśle powiązane.
Oczywiście treści powinny być stopniowane i dostosowane do wieku. Czym innym jest jednak dostosowanie edukacji, a czym innym całkowite wyłączenie dziecka z wiedzy dotyczącej jego własnego zdrowia.
WHO podkreśla, że edukacja seksualna powinna być naukowa, dostosowana do wieku i prowadzona stopniowo. Dane nie wskazują, że prawidłowo prowadzona edukacja seksualna przyspiesza inicjację seksualną. Przeciwnie, może opóźniać inicjację, ograniczać zachowania ryzykowne i zwiększać stosowanie antykoncepcji.
Dlatego powiedziałabym jasno: problemem nie jest to, czy edukować seksualnie, tylko jak robić to dobrze.
2. Jedną z najczęściej pojawiających się obaw jest ryzyko „seksualizacji dzieci”. Gdzie Pani zdaniem przebiega granica między potrzebną edukacją o zdrowiu, dojrzewaniu, relacjach i bezpieczeństwie a treściami nieadekwatnymi do wieku?
Ta granica powinna przebiegać wokół wieku, dojrzałości dziecka, celu edukacyjnego i jakości przekazywanej informacji.
Dziecko w wieku 8 lat nie potrzebuje takiej samej wiedzy jak siedemnastolatek. Ale powinno wiedzieć, że ma swoje ciało, prawo do prywatności, że pewne zachowania dorosłych wobec niego są niedopuszczalne, że może powiedzieć „nie” i powinno szukać pomocy u zaufanej osoby. To nie jest seksualizacja. To jest ochrona dziecka.
W starszych klasach naturalnie pojawiają się kwestie dojrzewania, miesiączki, owulacji, płodności, relacji, zgody, antykoncepcji i zakażeń przenoszonych drogą płciową.
Odpowiedzialna edukacja powinna być adekwatna do wieku, oparta na wiedzy medycznej, uczyć odpowiedzialności, szacunku i konsekwencji oraz dawać dziecku możliwość uzyskania pomocy.
Warto też pamiętać, że jeśli dziecko nie otrzyma rzetelnej informacji od dorosłych, nie pozostanie bez wiedzy. Znajdzie ją w internecie, mediach społecznościowych, pornografii czy od rówieśników. Tyle że wtedy nie mamy już żadnej kontroli nad jej jakością.
3. A mimo wszystko coraz więcej młodych osób szuka informacji o zdrowiu reprodukcyjnym w internecie, mediach społecznościowych i przy pomocy sztucznej inteligencji. Jakie ryzyko się z tym wiąże i czego, Pani zdaniem, młodzi ludzie nadal nie wiedzą?
Internet daje ogromny dostęp do informacji, ale dostęp do informacji nie oznacza dostępu do wiedzy. Szczególnie niebezpieczne są dezinformacja, algorytmy promujące emocjonalne i sensacyjne treści oraz pornografia, która dla części młodych osób staje się nieformalnym „podręcznikiem seksualności”.
Do tego dochodzi AI. Może być bardzo użytecznym narzędziem edukacyjnym, ale nie może zastępować lekarza. Model może wygenerować odpowiedź brzmiącą przekonująco, a mimo to błędną lub nieadekwatną do konkretnej sytuacji medycznej.
W praktyce ginekologicznej widzę przede wszystkim fragmentaryczną wiedzę, często opartą na mitach. Młode osoby mają braki w zakresie fizjologii cyklu, płodności, antykoncepcji, STI czy HPV. Wiele kobiet nadal bardzo obawia się hormonów, często na podstawie przekonań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Dlatego potrzebujemy nie tylko „więcej informacji”, ale lepszej edukacji – także cyfrowej: jak rozpoznać wiarygodne źródło, odróżnić opinię od informacji medycznej i wiedzieć, kiedy zamiast szukać odpowiedzi w internecie, trzeba zgłosić się do lekarza.
4. Czy można nauczyć młodego człowieka odpowiedzialności seksualnej bez mówienia wprost o antykoncepcji, ryzyku zakażeń, zgodzie i konsekwencjach podejmowanych decyzji?
Można powiedzieć młodemu człowiekowi: „powinieneś być odpowiedzialny”. Ale to jest hasło, a nie edukacja. Odpowiedzialność wymaga wiedzy i umiejętności podejmowania decyzji.
Jeżeli mówimy o konsekwencjach współżycia, musimy wspomnieć o ryzyku ciąży. Jeżeli mówimy o zdrowiu – o STI. Jeżeli mówimy o relacjach – o zgodzie i granicach. Jeżeli mówimy o zapobieganiu ciąży – trzeba przedstawić dostępne metody, ich skuteczność i ograniczenia.
To nie oznacza zachęcania młodzieży do rozpoczynania współżycia. Wręcz przeciwnie – można i należy mówić, że nie ma żadnego obowiązku podejmowania aktywności seksualnej. Ale, jeśli młody człowiek podejmie taką decyzję, powinien wiedzieć, jak zrobić to możliwie bezpiecznie.
5. Antykoncepcja awaryjna. Czy Pani zdaniem wiedza na temat tego, czym jest, kiedy można ją zastosować i jakie są jej ograniczenia, powinna być elementem rzetelnej edukacji zdrowotnej młodzieży?
Zdecydowanie tak. I właśnie dlatego, że jest to metoda awaryjna, a nie planowanie życia seksualnego.
Młoda osoba powinna wiedzieć, że antykoncepcja awaryjna jest przeznaczona do sytuacji, w której doszło do niezabezpieczonego współżycia albo zawiodła zastosowana metoda antykoncepcji. Powinna również wiedzieć, że czas ma znaczenie, że metoda nie jest skuteczna w 100%, nie chroni przed STI i nie zastępuje regularnej antykoncepcji.
To jest wiedza medyczna, podobnie jak wiedza o tym, co zrobić po skaleczeniu czy kiedy udzielić pierwszej pomocy. Co ważne, antykoncepcja awaryjna nie jest metodą przerywania istniejącej ciąży. Jej mechanizm działania polega przede wszystkim na zapobieganiu owulacji lub jej opóźnianiu.
WHO uznaje antykoncepcję awaryjną za bezpieczną metodę zapobiegania ciąży i wskazuje na możliwość jej stosowania także u nastolatek w określonych sytuacjach klinicznych. I właśnie dlatego uważam, że milczenie na ten temat jest błędem edukacyjnym. Jeżeli dziewczyna nie wie, że istnieje możliwość zapobiegania ciąży po niezabezpieczonym stosunku, może zgłosić się po pomoc zbyt późno.
W Polsce od 2024 r. funkcjonuje pilotaż umożliwiający farmaceutom wystawianie recept na antykoncepcję awaryjną, obejmujący osoby od 15. roku życia; dokumentacja NFZ wskazuje na jego dobre funkcjonowanie i aktualizowany jest wykaz aptek, które przystąpiły do tego programu.
Ale z mojego punktu widzenia najważniejsze jest coś innego: młoda osoba musi najpierw wiedzieć, że taka metoda istnieje, do czego służy i że należy po nią sięgnąć możliwie szybko.
6. Gdyby miała Pani wskazać najważniejsze informacje, które każdy młody człowiek powinien znać, aby podejmować świadome i bezpieczne decyzje dotyczące swojego zdrowia seksualnego – co by to było?
Po pierwsze: Twoje ciało należy do Ciebie. Masz prawo do granic, prywatności i powiedzenia „nie”. Zgoda musi być dobrowolna i świadoma.
Po drugie: każda decyzja seksualna może mieć konsekwencje zdrowotne. Współżycie wiąże się z ryzykiem ciąży i zakażeń, ale można temu ryzyku przeciwdziałać poprzez odpowiednią antykoncepcję, prezerwatywy, szczepienia, testowanie i korzystanie z opieki medycznej.
Po trzecie: nie wierz automatycznie temu, co znajdziesz w internecie. W przypadku zdrowia seksualnego, warto korzystać ze sprawdzonych źródeł i pytać lekarza, położną czy farmaceutę.
Dobra edukacja seksualna nie ma nauczyć młodego człowieka, jak uprawiać seks. Ma nauczyć go, jak dbać o własne zdrowie, szanować drugiego człowieka, rozumieć konsekwencje swoich decyzji i wiedzieć, gdzie szukać pomocy. To jest zasadnicza różnica między edukacją seksualną a seksualizacją.
—
Kampania „Poranek PO” to kampania edukacyjna i inicjatywa, której celem jest zwiększenie świadomości społeczeństwa na temat antykoncepcji awaryjnej, a także zapewnienia, aby wszystkie kobiety w Polsce, które z niej korzystają mogły czuć się pewnie i bezpiecznie. W latach 2000-2020 liczba kobiet stosujących nowoczesne metody antykoncepcji wzrosła z 663 mln do 851 mln osób. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w ubiegłym roku w Polsce wystawiono blisko 900 tysięcy recept na antykoncepcję awaryjną. W obliczu niewystarczającej wiedzy oraz nieustannego rozpowszechniania dezinformacji w Internecie chcemy wraz z wybitnymi specjalistami ginekologii oraz farmaceutami podjąć wysiłki mające na celu świadome i odpowiedzialne korzystanie z tego rodzaju środków antykoncepcyjnych. Kampania oraz podejmowane w jej trakcie działania mają przełamywać tabu związane z rozmową na temat stosowania antykoncepcji awaryjnej przez kobiety. Bardzo istotne jest, aby łatwy dostęp w aptece do bezpiecznej antykoncepcji zmniejszył ryzyko, że kobiety będą sięgać po metody niesprawdzone, nieskuteczne lub szkodliwe dla zdrowia. Ekspertami kampanii są prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta, prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś, prof. dr hab. n. med. Ewa Wender-Ożegowska, dr n. med. Andrzej Depko, dr n. farm. Piotr Merks, mgr farm. Olga Sierpniowska, prof. dr hab. n. med. Marzena Dębska oraz dr n. med. Agnieszka Nalewczyńska. Więcej informacji znajduje się na stronie www.poranekpo.pl. Inicjatorem kampanii jest firma Perrigo, producent antykoncepcji awaryjnej na receptę





